Content
Left
Right

Powrót do strony "Twórcy"


Paweł Paliwoda

loui_bg

data i miejsce urodzenia: 1988, Białystok

miejsce zamieszkania: Białystok

Bezrobotny pisarzyna publikujący tu i ówdzie (z naciskiem na ówdzie). Czasem udzielający się redakcyjnie. Na Erynie również jako Krytyk od jakiegoś, powiedzmy sobie "dłuższego", czasu.

Erynianie o twórczości Pawła:

“Jeśli ktoś będzie zarzucał tej perełce brak "fabuły" i "historii", to zaraz każę ziemię za gospodą udeptać. Brawo, Paweł. To jest naprawdę dobre. Chyba nigdy tak entuzjastycznie nie wychwaliłem żadnego tekstu na tym forum. Ale i dawno nie czytałem czegoś, co tak by mnie "wzięło". “ - Ferlinghetti

“Paweł... Gdybym mogła, napisałabym tylko - świetny tekst. Jeden z lepszych, jakie udało mi się przeczytać w wirtualnej szuflandii. Ale tutaj słowny minimalizm nie jest w cenie, więc zaserwuję Tobie trochę masła maślanego: do "Gry w klasy" podchodziłam ze cztery razy, do Twojego opowiadania również. Leniwa ze mnie kobieta, a Ty każesz mi jeszcze uprawiać umysłową gimnastykę. Ale... uczucie intelektualnego wykorzystania w tym przypadku jawi się jako przyjemność. “ - z tłumu

“Zastanawiam się, skąd bierzesz takie pomysły, jakimi ścieżkami musi chodzić Twoja świadomość, żeby formować tego typu teksty. I tu jest fabuła, dosyć rozmyta w falach i urywkach snów, ale jest! Po raz kolejny powrócę do zachwytu nad poszczególnymi zdaniami. Chciałabym podać przykłady, bo podawanie przykładów jest w dobrym tonie, ale przecież nie będę cytować całego tekstu. “ - kate-rama


Wybór Twórczości:

“Spleen” - fragm.

2.
Szekspirowsko. Zacząłem od nowej linii, bo nie wiedziałem, co zrobić z tym durnym cudzym słowem. Właściwie to moje słowo, ale tak jakoś wyszło. Drzewo też było moje, a jak ściąłem to karę musiałem zapłacić. Taką karę Mustafę. Za karę nie mogłem zapalić papierosa przed snem. Jeden papieros na czczo, jeden przed snem, jeden po każdym posiłku, czyli trzy, jeden do porannej kawy, jeden po każdym rozdziale książki. Dziesięć rozdziałów książki dziennie. Moja książka ma nieskończoną ilość rozdziałów, toteż nigdy nie rzucę palenia. Dodatkowo jeden papieros na każde jedno piwo i jeden na każde dwa kieliszki wódki. Zatem szesnaście papierosów dziennie plus to, co do alkoholu, zwykle jakieś cztery albo pięć. Wychodzi dokładnie ramka dziennie. Ramka fajek to osiem złotych. Cztery lata po trzysta sześćdziesiąt pięć dni, to tysiąc czterysta sześćdziesiąt dni. I to, razy osiem złotych, to jedenaście tysięcy sześćset osiemdziesiąt złotych, jeśli dobrze liczę. Na allegro widziałem szewroleta kamaro za dwanaście tysięcy z kawałkiem.

4.
Okazało się, że Adolf H., przywódca trzeciej rzeszy, główny prowodyr happeningu zwanego potocznie drugą wojną światową, był murzynem z plemienia Apaczów. Ba! Nie tylko to. Okazało się też, że owy jegomość żyje i ma się dobrze. Oficjalnie przeprosił wszelkie mniejszości i większości, że nie udało mu się wyeliminować wszystkich członków semickiego kręgu kulturowego, a także wszystkich kręgów szyjnych od niego się wywodzących. Ponadto Ronald doniósł, że Adolf H. – co to jego tożsamości nie można zdradzić, bo wtedy jego uczucia zostaną skrzywdzone, a nie wolno krzywdzić ludzi – miewa dziwne zboczenie, jeśli chodzi o eliminowanie członków. Ma to od czasu, jak mohel w jego zborze nieco za wiele uciął.

6.
Odbieranie myślników dialogom jest jak odbieranie ludziom prawa rozumienia. Chociaż właściwie ludzie nie mają „prawa” rozumieć, ale mają taką możliwość. Nieczęsto z niej korzystają, toteż wyżywają się na myślnikach i nawet swoje kobiety pierdolą przejrzystym dialogiem.


“The good odd times”
Pamięci dnia wczorajszego (bo jeśli dobrze się przyjrzeć, to każdy dzień jest wczorajszy)

W samotności piwo ma bardziej gorzki smak.
Kupiłem New York Times, czasopismo takie, gazeta. Tam pisali, napisane było. Różne artykuły. A ja wertowałem nagłówki. „Tańsza woda powodem deficytu. Gdzie dowody?”, „Goła pani sprzedaje ubrania w central parku.”, „Politycy też nie są dobrzy.”, „Gej w celibacie zerżnął własne gacie.”, „Haitanka urodziła dwunastoletnie dziecko.” – i czas mi mijał. Z każdym nagłówkiem był bardziej miniony, bardziej subtelny, niezauważalny. Męskość swędzi przez wszy łonowe, głos roznosi się przez cząsteczki powietrza. A ja? Ja spisuję recenzję nowojorskiego pisemka, uwiera mnie weltschmerz, który tylko udaje, że jest weltschmerz. Uwiera mnie ego, a mit człowieka-poety nie daje mi spać. Times jest nudny; nudny i taki… dziwny.
Byłem światopoglądem, gdzieś między czwartą nad ranem a czterdziestym stopniem gorączki. Światopoglądy nie kłamią, nigdy nie kłamią. Światopoglądy wyrażają swoją opinię.
Nie, to jest –
W samotności piwo ma bardziej gorzki smak.
Nie jestem przyjacielem murzynów, inwalidów, homoseksualistów, sierot, nawet ćpunów. Nie jestem przyjacielem wyrzutków, patrząc z dołu lepiej nie rozglądać się na boki. Jestem na dnie społeczeństwa, gdzieś między gównem, a muchą, która te gówno wpierdala. Patrzę, jednym okiem, potem drugim, a oczy te śmierdzą brakiem zdumienia, brakiem zdziwienia. Paradoks taki. Alkohol, który nie pije.
Ale to dalej nie to –
W samotności piwo ma bardziej gorzki smak.
W odróżnieniu od Boga nie jestem tym, którym jestem. Nie mam tego przywileju beztroskiego bycia ot tak. Byłem przez wzgląd na to kim jestem, albo na odwrót, nie inaczej.
Banał ma to do siebie, że jest z metra na metr coraz krótszy.
W samotności piwo ma bardziej gorzki smak. Świat się powoli kończy; bo i nie wypada mu kończyć się w pośpiechu. Siedzę nad kartką, która jest stereogramem, a na nim przewijają się wszyscy święci i Jezus, i moi zmarli, moje zmarłe nienarodzone dziecko, no i ty. Szukam w tej kartce sensu, jakiegokolwiek. Szukam sensu w stereogramie. Po chwili spostrzegam, że staje się to listem, a ja znów - na ułamek sekundy - przestaję być egoistą. Staram się to maskować używając małej litery w zaimkach osobowych, ale na nic to. Świat się powoli kończy. Bo i nie wypada mu kończyć się w pośpiechu.

PS. Mimo wszystko smakuje mi to piwo.

Powrót do strony "Twórcy"