Mateusz Witkowski
|
miejsce zamieszkania: Kraków
Student polonistyki na UJ, do tej pory publikował m.in. w "Akcencie", "Pograniczach" i "Kozimrynku", a także czasopismach internetowych: "sZAFa" (gdzie współredaguje dział poezji) i "Esensja" (gdzie zadebiutował). Poza literaturą zajmuje się muzyką i teatrem - współtworzy grupę "Szafa Z Drzwiami Otwartymi Na Oścież". Kilkakrotnie notowany, raz lekko uderzony pałką. Erynianie o twórczości Mateusza: “Z przyjemnością stwierdzam, że Mateusz ma własny, rozpoznawalny styl. Zgrabnie pogrywa sobie na polskiej frazeologii, deautomatyzując lekturę, zmuszając do poskładania sobie samemu znaczenia z kawałków, na które porozrywał dobrze znane i oklepane frazemy. I jest tego całkiem sporo nawet w takim drobiazgu jak ten. “ - Ferlinghetti “jestem pod ogromnym wrażeniem magii tego wiersza. dobór słów, przerzutnie, metaforyka, a dalej klimat, jaki nimi zbudowałeś, mocno działają na wyobrażnię. poczułam to wilgotne, zgubione we mgle miasto, usłyszałam wrony. “ - zieloneciele “Wreszcie coś przez wielkie C! To jest idealny przykład na to, jak powinna wyglądać miniaturka poetycka -> krótko, zwięźle i bardzo treściwie. Trzy wersy, dziewięć słów, czterdzieści i jeden liter i każde na swoim miejscu, niezastąpione. Może przesadzam i pewnie nie umiem liczyć, ale cieszę się, że wreszcie natrafiłem na dobrą miniaturę. Doskonale przedstawiłeś codzienną parszywość co wieczór. No podoba mi się, co tu dużo mówić.“ - lament
|
Wybór twórczości:
“boski pies”
wiem
jestem najlepszym
z boskich psów
z sierścią i pyskiem
na podobieństwo Pana
kulą u nogi
ze smyczą na stąd
do ostatniego
piętra centymetrów
nie wnikam w kwestie
bytu i niebytu
a najmniej szlachetny
z bytów
mam pełen pojęć
ciężkich i rozwlekłych
czasem tylko skuszę się
na niepodległościowy
zryw z łańcucha:
jeśli ja jestem kulą
a Ty trzymasz smycz
to czy aby nie jesteś Panie
nogą?
“banga”
wyśniewałem cię
notorycznie
jeśli nie występ incognito
to rysy starych kobiet
desenie dywanów lub
(co gorsza)
międzywersowy przemyt
teraz
w branży onirycznej
jesteś towarem
luksusowym
nie znoszę tego
źle
“ciasny wiersz”
między jedną a drugą krawędzią ostrą
jest jeszcze trzecia czwarta i dalej
aż do miejsca które Łemkowie
nazywają usraną śmiercią
a to wszystko na przestrzeni zdania
“fin de siecle”
eros tyka na ścianie
eros tyka w twojej szafie
i zanim się spostrzeżesz
aż ściany pokoju obleją się
zimnym i gorzkim różem
kiszki w marszowym rytmie
grają jakieś głodne kawałki
berlin praga i londyn
handlują niedzielną miłością
w każdy dzień tygodnia
a na wszystkich tapczanach świata
słychać ten sam filisterski hymn:
autoerotyzm to najczystsza forma miłości
bo zmniejsza skutecznie ten przykry dystans
ślub ma rację bytu bo cała procedura
trwa o wiele krócej niż rozwód
skończyły się już nawet czasy
perfumeryjnych kochanków:
madame czy jest jakaś szansa
aby tego wieczoru mój południk
przeciął się z pani równoleżnikiem?
witkacy jeszcze mieści się na półce
obok witkowskiego i wiśniewskiego
ale daje się odczuć pierwsze
symptomy zacieśniania przedmiotu
na nic się zdało rozluźnienie obyczajów
(a w domyśle jeszcze tylu zdolnych
i obrazoburczych na literę w)
kiszki grają marsza
zgadnijcie mili państwo
co to za marsz
“gołębnik”
K.
więc tak wygląda ta cała
hierarchia psów i kotów
wszystko się kundli kunderzy
zapętla wokół kołnierzyka
potem nieskończość
wymienia się na niesmak
a ślubne sukienki
wieszają się na sznurach
w łazienkach obcych mężczyzn
(w tle cały czas gra pikantne
sto lat sto lat niech im gwiazdka)
płazem puszcza się para z gęby
podobnie jak parę innych
nieprzyzwoitych słów na p
(położna, paraliż, pogrzeb)
a my proszę pani
to ich bądź człowiekiem
mamy mniej więcej tam
gdzie gołębie trzymają turystów
(pomiędzy kropką a ostatnim
słowem w zdaniu)
stosunek niebo a ziemia
jest dla nas przynajmniej korzystny
