Content
Left
Right

Powrót do strony "Twórcy"


Joanna Krzepina

DSC_0280bwdata i miejsce urodzenia: 1985, Kraków

miejsce zamieszkania: Kraków


Umie wszystko, poza głośnym bekaniem i jazdą na nartach. Jako że są to czynnności niekonieczne do egzystencji - nie narzeka. Właścicielka ładnego kota o wschodnich korzeniach,  pisze od niedawna (kilku lat). Z Eryniami związana od ponad roku.

Erynianie o twórczości Asi:

“Dosyć intrygujące. Rzecz ma moim zdaniem trochę ze strumienia świadomości, ale udaje Ci się w miarę sprawnie wymijać bełkot, o jaki może się rozbić autor w takich przypadkach. Skłaniasz odbiorcę, aby przysiadł na moment nad tekstem i główkował. No chyba, że pleciesz co Ci... ośrodek pisania na ręce przyniesie, bo bawi Cię, jak ludzie szukają sensu tam, gdzie go nie ma, ale wątpię. “ - Varietes

“Cóż rzec, żeby nie wikłać i nie przedłużać - urzekłaś mnie tym wierszem, pamiętam że i poprzednia część mi się podobała, ale chyba nie aż tak. Udało Ci się stworzyć utwór, który zaczyna się czytać z zaciekawieniem, a kończy z weną - to sztuka nie lada, i wbrew pozorom wcale nie jest to stan lepszy od wywalenia ócz pod koniec i szeptania pod nosem "Ach, jaki geniusz!". To jest porównywalne, wierz mi, tyle że bardziej produktywne;) “ - kate-rama

“Dziw bierze, że utworek lekki i nawet przyjemny mimo tego, jak już zauważył Louis, że podmiot olewa czytającego. Zacny to i chwalebny zabieg. Podobuje się :)” - Rochelle


Wybór Twórczości:


“krotki traktat o dochodzeniu”*

lizaki truskawkowe sama słodycz. teraz dopiero się zaczyna
bezsennie. bardzo ładnie się składa elementy są
czerwone i białe i podobno to normalne a róże
nie do osiągnięcia. takie jakby przeszczęście
które ktoś tłumaczył opierając o ławkę metaforykę
na przemian z głową. podobno

wystarczy chciejstwo żeby były zrozumienia:
niewydolność krążenia, popsuta pikawa, to choroby
banalne. dziękuj bogu że cię obdarował
permanentnym niedoborem fruwania
kiedy ciężko o półkroki. ścigam

sensy nonsensy nieco złapałam. wielkie dzięki
stary - jeśli już bywa to przynajmniej bywa
fantakurwastycznie. zwą to miesiącem miodowym.

* vel krótki traktat o trzeźwieniu


“damy”
babuszce Mili

kiedy deszcz drobnymi palcami płukał
śliwy za miedzą, ty upinałaś na mnie
przedwojenne sukienki z batystu,
zatroskana skromnością wstążek.

skinieniem wabiłaś wyblakłych chłopców,
mrugnięciem odprawiałaś ich pod ściany -
zsypane przy brzegach podłogi,
dziś nie wymagają bielenia.

kiedy słońce szarpnęło firanki, kruche
odbitki pierzchły, by wrócić za moment
po swoje. jednak tutaj już wybujał barwinek,
a cztery siostry tańczą

na pochowanych weselach.


“Miłosny”
mojemu Miastu

stań gdzieś pośrodku zgarbione niebo
obrzuca dachy przybrudzonym słońcem
zbiera w obłoki ślady wczorajszego dymu
jeszcze przysypiasz na zakrętach jeszcze
trochę mrużysz okna i nie dowierzasz
w dzień a ja całkiem odważnie

przymierzam podwórka oglądam ciebie
przez dziury minuty palce ważę w dłoni
nasze wspólne ciężkie serce przykładam
do ust lekko piecze jednak chciałabym

zagoić ulice wytarzać w trawie
bezdomne koty zagłaskać na śmierć

chodniki


“środek ciężkości”
śp. Andrzejkowi

przyjdzie zima tęga jak niedźwiedź

przygniecie grzbiety i dachy. bliżej ziemi
tafla, ona obrazuje do góry nogami. dalej nieba
usypane w kopce, o kolorach dotkliwych
i -skrzących.

gorączka ma swoje miejsce
w brzuchu, skąd rozchodzi się promieniście,
równoramiennie, dwunożnie. wyrabia różne rzeczy
z głową, którą najlepiej chłodzić
przykładając do okna.
jego szyby wygwieździł morozko

jeszcze przed siwą godziną. przeszedł,
ale zostawił uszankę i walonki - wróci
z pomocnikami groźnego,
co czai się w sieniach, między kaflami. czuć.
dzień, dwa, wychyli się z szuberka,

krajobraz zaśnieży, zatrzeszczy
pod nogami.

Powrót do strony "Twórcy"