poniedziałek, 25 stycznia 2010 05:08
„Światło błyskawicy za górą” to drugi z rzędu tom poetycki Bukowskiego składający się wyłącznie z wierszy przeznaczonych do publikacji po śmierci autora. Wydawca (Noir sur Blanc) informuje na okładce, że mamy niezmiennie do czynienia „ze starym, niedobrym Chinaskim [poetyckie alter ego Bukowskiego] w najlepszym wydaniu. Pijaństwo, nieuregulowane związki z kobietami, zachwyt i obrzydzenie światem to znak firmowy tego twardego, a przy tym jakże wrażliwego Amerykanina”.
Konstruowanie i ciągłe odtwarzanie popkulturowej legendy Bukowskiego - pijaka i dziwkarza ma oczywiście sens i jest w zasadzie kontynuacją dzieła rozpoczętego przez samego pisarza, ale poezja Bukowskiego to nie tylko wygłupy starego alkoholika – jest w niej pewna egzystencjalna głębia, korespondująca z tradycją amerykańskiego transcendentalizmu i nonkonformizmem generacji beatników. Niezwykle łatwo te sensy, ubrane w niechlujną anty-formę, pominąć.
Bukowski w „Świetle błyskawicy za górą” faktycznie przemawia tonem, do którego przywykliśmy; wciąż chodzi o słowo żywe, nieokrzesane, dumne ze swojego ulicznego rodowodu. Przestrzeń tej poezji nadal wyznaczają te same miejsca i rekwizyty – ciasny pokój z maszyną do pisania, tor wyścigów konnych, butelka wina. Bukowski nie zapałał też nagłą sympatią do amerykańskiego społeczeństwa. A jednak nie jest to „stary Chinaski w najlepszym wydaniu”. Chinaski z tego tomu czuje bowiem na plecach oddech śmierci – światło błyskawicy za górą zapowiada nieuchronny koniec, a w jego blasku raz jeszcze pojawiają się sceny z przeszłości. Wracamy więc znów do traumy dzieciństwa zniszczonego przez apodyktycznego ojca, oglądamy obrazki z codziennego życia zakończone przewrotnymi puentami, od czasu do czasu przewija się jakaś przypadkowa kobieta, rzadziej nieśmiertelna Jane. Stare motywy odzywają się w nowy sposób – Chinaski w obliczu śmierci nie przemawia już słowami sprzed lat: „[...] grunt to spokój/ grunt to własne tempo / weź dziesięć lat wolnego / to cię wzmocni / weź dwadzieścia lat wolnego / to cię bardzo wzmocni [...]”. [1] Starość nadaje czasowi sens, z którym Chinaski kiepsko sobie radzi - wypróbowuje najróżniejsze taktyki; nie godzi się na nadchodzącą śmierć, by chwilę później ze smutkiem ją akceptować, zrywa się do walki, która przemienia się w bierne oczekiwanie. Niezmiennie ratunkiem pozostaje słowo, „te wiązki magii/wyrwane ze szponów/ śmierci”. [2]
„Światło błyskawicy za górą” jest jednak książką o śmierci tylko w sensie nowej perspektywy, bowiem wiersze Bukowskiego nadal dotyczą przede wszystkim życia, które chętnie popisuje się przed błyskotliwym obserwatorem swoją ironią, nieprzewidywalnością i dającą się formułować w proste prawdy złożonością.
Bukowskiego czytają teraz podobno wszyscy i popularność ta nie może dziwić – zachęcam z czystym sumieniem także do lektury „Światła błyskawicy...”. Chinaski się starzeje i pewnie warto mu w tym towarzyszyć. Przede wszystkim jednak warto wyostrzyć intuicję oraz intelekt i, parafrazując samego autora, z ogromnego dorobku Bukowskiego odsiać słowo, wers, drogę.
Na koniec obszerny cytat z dedykacją dla autorów wspomnianego blurba:
„[...] Niektórzy poeci i mądrale nie zdają sobie sprawy jak śmiechu warte jest
uczepienie się jednego i tego samego
tematu
z czasem kurwy chudną: ich twarde
spojrzenie, ich przekleństwa, ich mizerne czułości stają się
śmiertelnie nudne.
co zaś się tyczy rzygania to możesz szybko mieć tego
powyżej uszu
zwłaszcza kiedy cię to prowadzi do śmierdzącego wyra w
noclegowni.
co do ulicznych bójek to nigdy nie byłem dobrym
zabijaką, sprawdzałem tylko czy starcza mi odwagi –
trochę jej znalazłem, a po tym odkryciu nie miałem już nic więcej
do zbadania.
idzie mi o to, że można opisać w swoich wierszach szorstki styl życia ale wcześniej
czy później zrozumiesz że czas pójść dalej. jeśli uczepisz się go
zbyt długo twój temat staje się wątły i wymęczony i ja, oczywiście,
nadal uwielbiam picie ale
mogę pominąć kurwy, bary i izby wytrzeźwień bez poczucia że
zaprzedałem przeklętą duszę cholernej rzece
gówna.
niektórzy mądrale byliby zachwyceni gdyby moje poezje znów odnalazły mnie
w jakimś rynsztoku
z pokiereszowaną gębą i muchami rojącymi się na mojej pustce.
niektórzy mądrale
potrzebują szaleństwa van Gogha cierpień Mozarta żeby się pożywić
albo
Dostojewskiego przed plutonem egzekucyjnym.
niektórzy mądrale uważają nieszczęście za
jedyną wiarygodną formę
sztuki.
co do van Gogha, Mozarta, Dostojewskiego etc.
to nie sądzę żeby wybrali swój ból i cierpienie
lub żeby mieli na nie ochotę.
[...]” [3]
1. Ch. Bukowski, Rzecze Budda Chinaski [w:] tenże, Z obłędu odsiać Słowo, wers, drogę, Noir sur Blanc 2005.
2. Ch. Bukowski, Dziś wieczór czuję się nieźle [w:] tenże, Światło błyskawicy za górą, Noir sur Blanc 2009.
3. Ch. Bukowski, Narzekania gościa [w:] tenże, Światło błyskawicy za górą, Noir sur Blanc 2009.
Lech lewoboczek Dulian
Komentarze